|
czwartek, 27 sierpnia 2009
Doda nie obraziła uczuć religijnych
Cieszę się, że Doda nie została uznana winną obrażenia uczuć religijnych. W ogóle Polska jest specyficznym krajem pod tym względem. Niby mamy wolność słowa, ale tak naprawdę swojej opinii na temat Biblii, wiary nie można wyrazić. Ludzie mają prawo uważać, że Biblia została napisana przez ludzi palących marihuanę, spożywających środki odurzające, nadużywających wina. To jest opinia tak sama jak ta, że wg niektórych Lech Poznań zagrał fatalny mecz. Dlaczego można obrazić tylko uczucia religijne? Może zajmijmy się karaniem za obrazę uczuć wszelakich. Może zacznijmy karać ludzi, którzy obrażają ukochany klub poznaniaków. Niektórzy kibice lechitów też mogą poczuć się urażeni. Mogą traktować swój klub jako obraz kultu. W ogóle karanie za obrazę uczuć religijnych przybliża Polskę do krajów takich jak Iran. A chyba pretendujemy do grona państw szanujących wolność jednostki...
sobota, 15 sierpnia 2009
Glemp:Kobieta nie może być kapłanem
Dzisiaj media donoszą o słowach Glempa, który to stwierdził, że tylko mężczyzna może być księdzem, gdyż tylko on ma wyjątkową więź z Chrystusem. W ogóle nic nie wiadomo w dalszym ciągu nt. przyczyn posiadania owego daru tylko przez mężczyzn. Jest to argument-wodolejstwo. Jeśli ktoś jest zapatrzonym w kler fanatykiem religijnym, to nie potrzebuje wyjaśnień logicznych, wszystko przyjmie na wiarę. W ogóle nie będzie wnikał w to, dlaczego kobieta kapłanką być nie może. Nie, bo nie, mu wystarcza. Glemp prezentuje sposób myślenia godny Spartan, kobiety mają rodziców dzieci, najlepiej synów i najlepiej wychować ich na księży. Rola kobiety to inkubator. Ale coraz więcej ludzi, w tym także katolików będzie wymagać się prawdziwych argumentów, a nie ładnych słow, z których nic nie wynika. Kościół pragnie trzymać w ryzach kobiety, aby te dostarczały mu dzieci, czyli potencjalne źródło dochodów, pragnie także zatrzymać całą władzę w rękach mężczyzn...
piątek, 14 sierpnia 2009
Jutro sklepy zamknięte
W tym roku 15 sierpnia wypadł wyjątkowo fatalnie. Ponieważ po nim wypada niedziela, więc dzisiaj wracając z pracy, trzeba było odwiedzić hipermarket i zrobić większe zakupy. Po 10 h pracy, dojechałam pod centrum handlowe. Trochę pojeździłam po parkingu, zeby znaleźć wolne miejsce. W końcu zaparkowałam. Następnie udałam się na poszukiwania wózka. Wszystkie zajęte, bo nie tylko ja postanowiłam zabezpieczyć się na weekend. Rajd po sklepie to istny slalom gigant, trzeba było uważać, żeby w kogoś nie wjechać, można było parę razy zostać szturchniętym wózkiem. Gdy w końcu napchałam do wózka warzywa, owoce, mąkę, gazety(w końcu nadrobię czytelnicze zaległości), pieczywo, które już jutro będzie trudne do spożycia, nie lubię jeść pieczywa, które trochę leży. Zwykłam kupować codziennie kilka świeżych bułek. Udałam się w końcu do kasy, w kolejsce spędziłam ponad godzinę. Potem musiałam to wszystko wepchać do samochodu, wyjechać z parkingu i wypakować, potem wtaszczyć na 3. piętro. Po rajdzie żywnościowym padam z nóg bardziej niż po 10 h pracy. W związku z tym uważam za totalną głupotę zamykanie wszystkich sklepów na święta. Ludzie po pracy musieli dzisiaj jechać na wielkie zakupy, choć zazwyczaj robią je w sobotę, musieli stać w długich kolejkach, a teraz będziemy jeść przez kilka dni stary chleb. A za jakiś czas będziemy marudzić, że polski wzrost gospodarczy nie jest wysoki, ale prawda jest taka, że każdy dzień świąteczny, gdy cała Polska staje, oznacza konkretne straty finansowe. Naprawdę chciałabym kiedyś spokojnie przejść się po galeriach, żeby znaleźć jakieś fajne buty, bluzki, ale kiedy mam to zrobić, jeśli dni wolne oznaczają zamknięte sklepy? Czy naprawdę sprzedawcy nie mogliby pracować w święto i w zamian wybrać inny dzień wolny? Wtedy zwykli śmiertelnicy mogliby w końcu udać się na długo przekładane zakupy...
sobota, 01 sierpnia 2009
Babskie wypady i zaczepki
Ostatnio mój partner wyjechał w rodzinne strony, na drugi koniec Polski. Korzystając z wolnych wieczorów, zaczęłam się umawiać na wspólne wypady na miasto z przyjaciółkami. I ilekroć idziemy w swoim gronie i zdarzy nam się nie zabrać żadnego z przyjaciół czy kolegów, spotykamy się z zaczepkami mężczyzn. Zaczepiają nas na różne sposoby i różni panowie. Starsi, młodsi, w naszym wieku. Próbują nas polać wodą ze szlaucha, gdy przechodzimy nieopodal, zaczynają się reklamować, jakiego wysokiego stanowiska to nie zajmują. Drą się za nami, gdy przejeżdżają obok samochodami, był też fotograf amator usiłujący podnieść sukienkę jednej z nas, gdy wychodziłyśmy z klubu po północy. Niezależnie od tego, czy jest nas 5, 3 czy dwie musimy się liczyć z zaczepkami panów, w tym także liczących na naszą naiwność, przekonanych, że zgodzimy się po północy odwieźć nieznanym facetom do domu. Jednakże pojawienie się w naszym gronie choćby jednego kolegi skutkuje tym, że w ogóle stajemy się dla facetów niewidzialne. Te sytuacje wciąż obrazują pewien stan mentalności polskiego społeczeństwa. Wciąż kobiety, nawet w większej grupie, uważa się za istoty słabe, z którymi nie trzeba się liczyć. Pojawienie się mężczyzny w kobiecym gronie, to swoiste zaznaczenie jego terytorium, do którego pozostali faceci się nie zbliżają. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się czasów, gdzie babski wypad na miasto będzie wolny od wszelakich zaczepek.
środa, 22 lipca 2009
Bruno
Wczoraj wraz z przyjaciółką wybrałam się do kina na "Bruna". Film w pierwszym odruchu budzi salwy śmiechu. Bruno jest postacią przerysowaną, karykaturą geja, odzwierciedleniem stereotypów. Ubiera się w połyskujące, opięte stroje. Bruno ogromną wagę przywiązuje do ubioru, ma mnóstwo wieszaków z ubraniami.Potrzeby seksualne są także bardzo mocno eksponowane. Dildo, kajdanki, półnadzy mężczyźni przykuci do łóżka w hotelu, następnie zmierzający w takim skąpym odzieniu w stronę autobusu. Przy pierwszym partnerze, Dieslu, mogliśmy zobaczyć słoiczki i inne akcesoria łączone ze środowiskiem gejów. Z pozoru głupawa komedia, w rzeczywistości prowokacja. Gwiazdy i inni cudowni uzdrowiciele z homoseksualizmu, jak również zwykli rodzice i ludzie, są wystawieni na pośmiewisko. "Bruno" to krytyka homofobii i ludzkiej głupoty. Rodzice dla własnych niezaspokojonych ambicji są gotowi narazić bezpieczeństwo własnych dzieci. Bruno organizuje casting do sesji zdjęciowej. Pyta się, czy rodzic zgadza się na zabawę z kwasami, a rodzic:"Nie ma problemu". Bezpieczeństwo dziecka jest tutaj bez znaczenia, byle wystąpiło w sesji zdjęciowej. Paula Abdul żywe stoliki i krzesła bierze za oryginalny wystrój, dopiero opiera się zjadaniu potrawy z ciała nagiego Meksykanina. Jeden z pastorów pragnie nawracać gejów, jego "leczenie" przypomina parodię, a wezwany na odsiecz jego kolega, snuje opowieści nt. kobiet w stylu:"one są trudne blablabla, ale trzeba dawać radę". Bruno to karykatura geja, urzeczywistnienie stereotypów, ale tak naprawdę to walka z homofobią, oswajanie ludzi z homoseksualizmem. Bo czy widzimy takich Brunów na ulicach? Czy w autobusie dosiadają się dwaj skuci mężczyźni w kusych strojach? Czy naprawdę widzimy ludzi w opiętych święcących kostiumach? To tylko uprzedzenia, rzeczywistość jest o wiele bardziej spokojna. Może więc geje nie są aż tak straszni i inni, jak niektórzy uważają. Bruno na pewno będzie budził sprzeczne uczucia, bo "Bruno" to film kontrowersyjny, przekraczający liczne granice.
wtorek, 21 lipca 2009
Parytetowa panika "Rzepy"
http://blog.rp.pl/wroblewski/2009/07/20/niech-zyja-parytety/ W ogóle nie widzę związku pomiędzy dawaniem szans na rozwój i karierę w polityce a żądaniami w stylu:"Chce ileś tam procent tego, co zarabia taki a taki piłkarz". W parytecie nie chodzi o to, żeby dać kobietom pieniądze, władzę za nic. Nie chodzi też o to, by dr polonistyki wcisnąć do rady programowe wydziału przyrodniczo-technicznego. W ogóle cały problem polega na tym, że jest wiele zdolnych naukowczyń, które są regularnie pomijane w rozmaitych awansach. To nie jest tak, że kobiety nie są wybitne z inżynierii procesowej czy matematyki. One po prostu są pomijane. Co wcale nie jest jednoznaczne z tym, że w radach zasiadają lepiej przygotowani od nich kandydaci. Podobnie jest z polityką. W Sejmie nie zasiada ani kwiat intelektualny, ani Polacy nie marzą o głosowaniu na nich. Po prostu nie ma na kogo innego głosować, bo liczą się tylko partie zasiadające w Sejmie, gdyż to one otrzymują wielomilionowe dotacje, które mogą przeznaczyć na kampanie wyborcze. A partiami rządzą mężczyźni, którzy ani myślą sami z siebie kierować się zasadą równości przy układaniu list wyborczych.
czwartek, 16 lipca 2009
Rasistowska wypowiedź Rydzyka
Ostatnio zajęta rozwodem i pracą nie miałam okazji śledzić uważnie wydarzeń w Polsce i na świecie. Dopiero dzisiaj trafiłam na nagranie z Jasnej Góry, w którym to można usłyszeć, w jaki sposób Rydzyk odnosi się do osób o innym kolorze skóry. Jest to wypowiedź rasistowska, niesmaczna. Nie jestem prawniczką, ale wydaje mi się, że za taką publiczną wypowiedź o "Murzynie, który się nie mył" można zostać pociągniętym do odpowiedzialności przed sądem. Ale jak wszyscy dobrze wiemy, Rydzyk jest w Polsce nietykalny. Z jego udziałem doszło w Polsce do niejednej afery, ale za żadne podsycanie do nienawiści do tej pory nie odpowiedział. Ma za sobą sporą grupę ludzi, w tym polityków, z którymi żyje w symbiozie. On zapewnia im elektorat, oni zapewniają mu nietykalność i poparcie pewnych biznesowych projektów.W związku z czym śmiem podejrzewać, że i tym razem Rydzykowi włos nie spadnie z głowy i za swoją wypowiedź nie odpowie. Z prezydenta, Kościoła nie można w tym kraju żartować, ale z osób o innym kolorze skóry, wyznaniu, orientacji można szydzić i to bez żadnych konsekwencji...
środa, 15 lipca 2009
Narzeczony Raczka
Dzisiaj mi przyjaciółka podesłała link do informacji nt. planów ekranizacji "Berka" Szczygielskiego. http://www.efakt.pl/Powiesc-chlopaka-Raczka-w-kinie-,artykuly,47309,1.html Co ciekawe, w artykule czytamy o "narzeczonym Tomasza Raczka". Bardzo mi się ten fragment spodobał, bo świadczy o zajściu pewnych przemian mentalnościowych, skoro partner Raczka jest określany jako jego "narzeczony". Narzeczeństwo to krok przed legalizacją związku. Czyżby "Fakt" zakładał, że w niedalekiej przyszłości prawo drgnie i pary jednopłciowe będą mogły zawrzeć związek małżeński? Skoro w tabloidzie spotykamy się z takim słownictwem, a tabloidy trafiają do przeciętnego odbiorcy, to znaczy, że już tam zaczyna się pewna rewolucja światopoglądowa i oby zataczała ona coraz szersze kręgi.
niedziela, 12 lipca 2009
Kongres Kobiet-wyjątkowe wydarzenie
Kongres Kobiet przez jednych działaczy środowisk kobiecych krytykowany, przez innych chwalony. Mnogość ocen, ich ogromna rozpiętość. I dobrze. Można się sprzeczać o tematy poruszone na Kongresie Kobiet, że zbyt mało konkretne, że nie wszystkie problemy, z którymi borykają się kobiety zostały omówione, ale nic nie jest idealne. Tak jak nie istnieje gaz doskonały, płyn doskonały, tak samo nie istnieje doskonale zorganizowany kongres, debata. Każda inicjatywa ma swoich gorących zwolenników i krytyków, bo każdy ma własną wizję, która w mniejszym lub większym stopniu pokrywa się z tą, która ma miejsce w rzeczywistości. W przypadku Kongresu Kobiet padały oskarżenia o to, że był za liberalny, że za mało mówiono o aborcji, że były wróżki, SPA, suknie, że było za mało feministycznie, ale faktem jest to, że jeszcze nigdy wcześniej nie udało się zebrać tak wiele kobiet w jednym miejscu w celu debaty nad ich sytuacją w społeczeństwie. Ogromne zainteresowanie problemem zostało osiągnięte po raz pierwszy. To za sprawą Kongresu Kobiet w publicznym dyskursie rozmawiamy nt. parytetów, równych szans kobiet i mężczyzn na rozwój, karierę, o dyskryminacji jeśli chodzi o płace. Kobiety za tę samą pracę niejednokrotnie zarabiają mniej, dlatego uważam, że nie należy marudzić, że tego i siamtego nie było, ale cieszyć się, że w ogóle dąży się do rozwiązania jakiegokolwiek problemu Polek.
piątek, 10 lipca 2009
Środa dla "ELLE"
Dawno nie sięgałam po "ELLE", ale wczoraj będąc przelotem w sklepie, wrzuciłam do koszyka numer sierpniowy i muszę przyznać, że magazyn zmienił się na plus. Przede wszystkim jest więcej do czytania, a artykuły są dość ciekawe. Ba, zamieszczono nawet tekst Magdaleny Środy o chorobliwej pogoni za młodością i urodą, wraz z tłem historycznym, które wskazuje jednoznacznie, ze to kobiety znajdują się pod nieustanną kulturową presją urodowo-trendową. Kobieta musiała być atrakcyjna już od czasów starożytnych, zmieniają się tylko kanony. Raz kobieta ma być blada, innym razem opalona, raz gruba, a raz szczupła. A ta pogoń dla wielu kobiet kończy się tragicznie. Brakiem akceptacji swojego ciała, wiecznym niezadowoleniem z życia, bo brzuch nie jest idealnie płaski, nos prosty, piersi za małe albo za obwisłe. Takie rozpamiętywanie urodowych mankamentów prowadzi tylko do frustracji, a stąd tylko krok do bulimii, anoreksji, tanoreksji, uzależnienia się od operacji plastycznych. Sama lubię się pomalować, czy ubrać jakoś ładnie, ostatnio polubiłam szpilki, ale nie podążam ślepo za trendami, modą, akceptuję siebie.Lubię długie włosy i ich nie zetnę tylko dlatego, że moda jest na boba. To niewątpliwie zasługa moich rodziców, którzy zawsze mnie chwalili, nigdy się ze mnie nie naśmiewali. Ale nie każda kobieta wychodzi z domu rodzinnego z poczuciem własnej wartości. Media i kultura oraz społeczeństwo dodatkowo podkopują owe poczucie własnej wartości, wytykając kolejne niedoskonałości. A prawda jest taka, że ideały nie istnieją, a piękne zdjęcia modelek, bez żadnych niedoskonałości to efekt photoshopa. Nawet modelki miewają opryszczki i pryszcze, pieprzyki, znamiona etc. Cieszę się, że gazety rozpisujące się o modzie, publikują także takie krytyczne teksty Środy, w których filozofka wcale nie postuluje niemalowania się, ale troskę o same siebie i własne potrzeby. Tylko czekać aż na Magdalenę Środę posypią się gromy, że pisuje do kolorowej prasy, ale uważam to za krok w dobrym kierunku, bo trzeba z pewnym przesłaniem dotrzeć do przeciętnych kobiet, które nie chodzą na wykład z gender studies, ale pragną ładnie wyglądać, co jest naturalnym pragnieniem każdego człowieka. |
Archiwum
Zakładki:
Blogi na rzecz równości
Polityka
Strony na rzecz równości
|